Niedziela. Chyba coś działo się w nocy. Jestem połamana i nie chce mi się ruszyć ani ręką, ani nogą. Słysze jęk Damiana
- Jaki jestem połamany - oświadczył słabym głosem
- Oooo... Ty też, czyli epidemia - uspokoiłam się - A już się bałam że tylko ze mną źle. Ale jak Ty też masz, to znaczy, ze epidemia.
Spojrzenie mówiło wiele za siebie. Jednak trzeba wstawać, śniadanie mamy zamówione (tylko 15 złotych, bufet szwedzki), a później ruszamy w drogę. Dziś Śnieżne Kotły. Ale wczesniej chcemy podjechać do centrum Karpacza i zapatrzeć się w okulary przeciwsłoneczne. Trudno - wydamy pieniądze, ale ochronimy oczy.
- Jaki jestem połamany - oświadczył słabym głosem
- Oooo... Ty też, czyli epidemia - uspokoiłam się - A już się bałam że tylko ze mną źle. Ale jak Ty też masz, to znaczy, ze epidemia.
Spojrzenie mówiło wiele za siebie. Jednak trzeba wstawać, śniadanie mamy zamówione (tylko 15 złotych, bufet szwedzki), a później ruszamy w drogę. Dziś Śnieżne Kotły. Ale wczesniej chcemy podjechać do centrum Karpacza i zapatrzeć się w okulary przeciwsłoneczne. Trudno - wydamy pieniądze, ale ochronimy oczy.
Główny deptak Karpacza z widokiem na ośnieżone szczyty
Śniadanie przepyszne (mój ukochany twarożek i inne smakołyki), zbieramy rzeczy. W Karpaczu jak w Karpaczu - dużo ludzi, lans. Jesteśmy przed 10 i czekamy jak na zbawienie na otwarcie sklepu Campus. Tam wybieramy okulary firmy Arctica. Podobne do siebie - błękitne, lustrzane szkła i białe oprawki.