Kolejny wpis po miesiącu niepisania. Postaram się to nadrobić, bo zbliża się długi weekend majowy.
Wrócę zatem do wyjazdu, który miał miejsce pod koniec zeszłego roku - Szczyrk i Barania Góra. To ona była celem naszego wyjazdu. Trasa została obliczona, aby zdobyć jak największa ilość punktów, ale też aby trasa, która pójdziemy była atrakcyjna widokowo. No cóż...zdanie siostry Damiana:
- Zapewne z wszystkich tras jakie są, mój brat wybierze tę we mgle. -
Mówiła to z przekąsem, wieczorem, gdy przygotowywałyśmy kanapki na następny dzień.
Trasa, opracowana przez Damiana była dość imponująca, wyruszaliśmy z Węgierskiej Górki Traktem Cesarskim, na jego poboczu zaparkowałam moją Kijankę. Z traktu zeszliśmy na czerwony szlak. Droga była taka sobie, ani trudna ani łatwa. Początkowo szliśmy wzdłuż domów - zarówno mieszkalnych jak i tych letniskowych. W nocy był przymrozek/mróz ( przecież to koniec grudnia), więc większość drzew, dachów pokrywał biały woal.
Jak zawsze - każde z nas szło swoim krokiem. Mi to nie przeszkadzało. Czasami wolę iść sama, bo mogę sobie pewne sprawy przemyśleć, albo po prostu iść i nie skupiać się na niczym. No może na drodze.. Trochę zastanawialiśmy się nad trasą ...tzn nie ja. Ale szliśmy spokojnie. Szlak był...przepiękny. Żadne słowa nie oddają piękna, które nas otaczało. I dlatego pokaże to zdjęciami.
Wrócę zatem do wyjazdu, który miał miejsce pod koniec zeszłego roku - Szczyrk i Barania Góra. To ona była celem naszego wyjazdu. Trasa została obliczona, aby zdobyć jak największa ilość punktów, ale też aby trasa, która pójdziemy była atrakcyjna widokowo. No cóż...zdanie siostry Damiana:
- Zapewne z wszystkich tras jakie są, mój brat wybierze tę we mgle. -
Mówiła to z przekąsem, wieczorem, gdy przygotowywałyśmy kanapki na następny dzień.
Trasa, opracowana przez Damiana była dość imponująca, wyruszaliśmy z Węgierskiej Górki Traktem Cesarskim, na jego poboczu zaparkowałam moją Kijankę. Z traktu zeszliśmy na czerwony szlak. Droga była taka sobie, ani trudna ani łatwa. Początkowo szliśmy wzdłuż domów - zarówno mieszkalnych jak i tych letniskowych. W nocy był przymrozek/mróz ( przecież to koniec grudnia), więc większość drzew, dachów pokrywał biały woal.
Jak zawsze - każde z nas szło swoim krokiem. Mi to nie przeszkadzało. Czasami wolę iść sama, bo mogę sobie pewne sprawy przemyśleć, albo po prostu iść i nie skupiać się na niczym. No może na drodze.. Trochę zastanawialiśmy się nad trasą ...tzn nie ja. Ale szliśmy spokojnie. Szlak był...przepiękny. Żadne słowa nie oddają piękna, które nas otaczało. I dlatego pokaże to zdjęciami.
Mgła w dolinach