Nasz pobyt u Dobroczyńców miał same plusy. Nie tylko my myśleliśmy, co jest warte zobaczenia. Pomagali nam też nasi Dobroczyńcy. I dlatego w niedzielę (leniwą niedzielę) naszym celem był Augustów, a wracać mieliśmy wzdłuż Biebrzy.
Niedziela zaczęła się naprawdę leniwie. Wstaliśmy dość późno (jak dla mnie - późno, bo ok 9.00). Oczywiście - na śniadanie same frykasy: naleśniki do wyboru - z dżemem z dyni, z konfiturą z czarnej porzeczki albo z białym serem. Zgodnie z filozofią mojej Babci - w żołądku i tak się wszystko miesza - zrobiłam sobie naleśniora z wszystkim. Nie chciałam zastanawiać się, ile przybyło mi kilogramów? W kombinezon jeszcze się mieściłam, to było ważne. Po śniadaniu, po kawie i innych zajmowaczach czasu wybraliśmy się do Augustowa. Damian z Mateuszem jeszcze uzgadniali szczegóły trasy, co warto zobaczyć, jak wracać, na co zwracać uwagę. I ruszyliśmy.
Droga...bajka nie droga na Augustów. Numer 8. Szeroka, z wyprofilowanymi zakrętami, czasami po horyzont... Nic tylko jechać. Dlatego też śmigaliśmy sobie ze słuszną prędkością, mijali innych motocyklistów na rożnych blachach (nadal dla mnie atrakcyjne były blachy Finlandii i Łotwy). Kierowcy "puszek" są rózni. Niektórzy od razu ustępują miejsca, niektórzy mają ambicje.... Już przywykłam do tego. Przecież to inny zryw, inna prędkość ( jestem laikiem, ale trochę się nauczyłam). Wjazd do Augustowa już zapowiadał, ze w mieście będzie podobny korek do tego, który zastaliśmy. Zjechaliśmy na pobliską stacje benzynową uzupełnić napój dla naszej Suzi. I znowu przyglądam się spotkanym motocyklistom. I motocyklistka. Sama. Daj mi Boziu tak wyglądać...
Większosć z nich na obładowanych turystykach. Tylko my na scigu i jeden chłopak, miejscowy, który najprawdopodobniej latał w ramach rekreacji.
Jedziemy do miasta. Dzikie tłumy ludzi, bo w Augustowie ma się odbyć konkurs pływania na "Byle czym". Ale na rynku obowiązkowo - lans na ścigach. Przyglądają się nam. No przykro mi Panowie, nie będzie integracji. Przyjechały samotne wilki, co to wolą sami jeździć. Jedziemy nad kanał. Szukamy miejsca do parkowania. znajdujemy je na przystani.
I znowu urok jazdy na moto.... Załatwiamy (tzn JA załatwiam) miejsce na zostawienie kombinezonów, kupujemy bilet na rejs statkiem (katamaranem) i płyniemy spacerowo jeziorem Necko do miejsca, gdzie łączy się ono z jeziorem Rospuda.
Niedziela zaczęła się naprawdę leniwie. Wstaliśmy dość późno (jak dla mnie - późno, bo ok 9.00). Oczywiście - na śniadanie same frykasy: naleśniki do wyboru - z dżemem z dyni, z konfiturą z czarnej porzeczki albo z białym serem. Zgodnie z filozofią mojej Babci - w żołądku i tak się wszystko miesza - zrobiłam sobie naleśniora z wszystkim. Nie chciałam zastanawiać się, ile przybyło mi kilogramów? W kombinezon jeszcze się mieściłam, to było ważne. Po śniadaniu, po kawie i innych zajmowaczach czasu wybraliśmy się do Augustowa. Damian z Mateuszem jeszcze uzgadniali szczegóły trasy, co warto zobaczyć, jak wracać, na co zwracać uwagę. I ruszyliśmy.
Droga...bajka nie droga na Augustów. Numer 8. Szeroka, z wyprofilowanymi zakrętami, czasami po horyzont... Nic tylko jechać. Dlatego też śmigaliśmy sobie ze słuszną prędkością, mijali innych motocyklistów na rożnych blachach (nadal dla mnie atrakcyjne były blachy Finlandii i Łotwy). Kierowcy "puszek" są rózni. Niektórzy od razu ustępują miejsca, niektórzy mają ambicje.... Już przywykłam do tego. Przecież to inny zryw, inna prędkość ( jestem laikiem, ale trochę się nauczyłam). Wjazd do Augustowa już zapowiadał, ze w mieście będzie podobny korek do tego, który zastaliśmy. Zjechaliśmy na pobliską stacje benzynową uzupełnić napój dla naszej Suzi. I znowu przyglądam się spotkanym motocyklistom. I motocyklistka. Sama. Daj mi Boziu tak wyglądać...
Większosć z nich na obładowanych turystykach. Tylko my na scigu i jeden chłopak, miejscowy, który najprawdopodobniej latał w ramach rekreacji.
Jedziemy do miasta. Dzikie tłumy ludzi, bo w Augustowie ma się odbyć konkurs pływania na "Byle czym". Ale na rynku obowiązkowo - lans na ścigach. Przyglądają się nam. No przykro mi Panowie, nie będzie integracji. Przyjechały samotne wilki, co to wolą sami jeździć. Jedziemy nad kanał. Szukamy miejsca do parkowania. znajdujemy je na przystani.
I znowu urok jazdy na moto.... Załatwiamy (tzn JA załatwiam) miejsce na zostawienie kombinezonów, kupujemy bilet na rejs statkiem (katamaranem) i płyniemy spacerowo jeziorem Necko do miejsca, gdzie łączy się ono z jeziorem Rospuda.
Płyniemy na szerokie wody