Po przyjeździe z Zakopanego odpoczywaliśmy. Jakoś tak ogarnął nas... No sama nie wiem co nas ogarnęło. Ale po tygodniu coś się zaczęło dziać. Przynajmniej u mnie. Przypominało mi to uczucie jakiego doznawała bohaterka "Czekolady", kreowanej przez Juliette Binoche. Jakiś niepokój, chęć wyjechania.
Początkowo myśleliśmy o wyjeździe do hotelu Gołębiewski w Wiśle. Basen, sauna, jacuzzi. Bardziej odpocząć. Ale w piątek 11 grudnia,Damian wpadł na pomysł, aby przy okazji "zaliczyć górkę". Zgodziłam się. Ale żeby nie była to wersja hardcorowa, mieliśmy wjechać na Czantorię kolejką krzesełkową a ze stacji przejść na Wielka Czantorie, potem na czeską stronę, a stamtąd zejść do Ustronia niebieskim szlakiem. Plan prosty i jasny. No to jedziemy.
W sobotę rano ja jeszcze malowałam sufity u siebie, a Damian kończył zlecenia ze swojej firmy.Trochę u niego potrwało i przyjechał po mnie dopiero przed 15. Ruszyliśmy do Ustronia drogą 81. Damian prowadził. Trasa mijała nam spokojnie, rozmawialiśmy o wszystkim i niczym - takie... pogadywanie w trakcie jazdy.
Przyjechaliśmy na miejsce, zaparkowali na parkingu a opłatę uiścili w pobliskim sklepie - 6 złotych. Spokojnie - mimo, że była to sobotę po południu, pani ze sklepu wyszła, abyśmy jej nie uciekli - ech ci górale... byle tylko dutki płyną.
Ja poszłam przodem, aby kupić bilety na kolejkę. Tak coś mi mówiło, ze możemy obejść się smakiem. I..nie myliłam się. Spóźniliśmy się...5 minut. I nie było zmiłuj - nie zrobiono wyjątku i koniec. No to nie! Jak już tu jesteśmy, to idziemy na szczyt szlakiem czerwonym.
Początkowo myśleliśmy o wyjeździe do hotelu Gołębiewski w Wiśle. Basen, sauna, jacuzzi. Bardziej odpocząć. Ale w piątek 11 grudnia,Damian wpadł na pomysł, aby przy okazji "zaliczyć górkę". Zgodziłam się. Ale żeby nie była to wersja hardcorowa, mieliśmy wjechać na Czantorię kolejką krzesełkową a ze stacji przejść na Wielka Czantorie, potem na czeską stronę, a stamtąd zejść do Ustronia niebieskim szlakiem. Plan prosty i jasny. No to jedziemy.
W sobotę rano ja jeszcze malowałam sufity u siebie, a Damian kończył zlecenia ze swojej firmy.Trochę u niego potrwało i przyjechał po mnie dopiero przed 15. Ruszyliśmy do Ustronia drogą 81. Damian prowadził. Trasa mijała nam spokojnie, rozmawialiśmy o wszystkim i niczym - takie... pogadywanie w trakcie jazdy.
Przyjechaliśmy na miejsce, zaparkowali na parkingu a opłatę uiścili w pobliskim sklepie - 6 złotych. Spokojnie - mimo, że była to sobotę po południu, pani ze sklepu wyszła, abyśmy jej nie uciekli - ech ci górale... byle tylko dutki płyną.
Ja poszłam przodem, aby kupić bilety na kolejkę. Tak coś mi mówiło, ze możemy obejść się smakiem. I..nie myliłam się. Spóźniliśmy się...5 minut. I nie było zmiłuj - nie zrobiono wyjątku i koniec. No to nie! Jak już tu jesteśmy, to idziemy na szczyt szlakiem czerwonym.
mapka trasy
mapka pochodzi ze strony : http://www.szlaki.net.pl/kalkulator.php